To Tammy zajmowała się młodszą o pięć lat Lara, po¬nieważ ich matka nie interesowała się dziećmi. Uwielbiała przytulać siostrzyczkę, czesać ją, kołysać do snu. Dzięki niej nie czuła się samotna, nareszcie miała kogoś, kogo mog¬ła kochać, z kim czuła się dobrze. Niestety, z wiekiem Lara stawała się coraz bardziej podobna do matki i gdy podrosła, przejęła jej sposób bycia. Nie miała już ochoty spotykać się z Tammy, która znów została sama. Na szczęście nikt nie mógł jej odebrać wspomnień o tych kilku pięknych, przeżytych z siostrą latach... A teraz Lara nie żyła. Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata.

się na papierze. Powtórzyła to wszystko Diazowi, a on kiwnął głową.
sama tak właśnie by zrobiła: lepiej uciec, niż ryzykować utratę syna.
człowiekiem jest Diaz.
to być po prostu rolnik wracający do domu z knajpyWpatrywała się
przyjemnej rześkości w powietrzu. Zaczęła się szkoła i ulice zaroiły
czemu Diaz musiał coś zrobić.
schodek i śmiejąc się, zniknął za podwójnymi drzwiami.
było uporać się w miarę szybko.
Idiotka - powiedziała do siebie i zacisnęła palce na kierownicy. Jechała do miasta. Do Prosperity. Dlaczego wyjeżdżasz? Przecież zawsze chciałaś Briga, a teraz jest twój. On cię kocha. Powiedział, że cię kocha. Dlaczego wyjeżdżasz? Bo muszę. Jestem żoną Chase’a. Już nie. Chase nie żyje. Ty go nie zabiłaś. Nie zabił go Brig. Po prostu tak się stało. Kochasz Briga! Do cholery, dlaczego wyjeżdżasz? Muszę. Spojrzała we wsteczne lusterko, zobaczyła w nim swoje oczy i zwolniła pedał gazu. Wyjeżdżasz, bo się boisz, Cassidy Buchanan. Boisz się, że kochasz za bardzo, boisz się przyznać, że Brig był zawsze w twoim sercu, boisz się przyszłości, o której nawet nie śmiałaś marzyć. Przyznaj się, Cassidy, jesteś gówniarą. O Boże! Nacisnęła hamulec i jeep zjechał na pobocze. Samochodem zarzuciło, a opony zostawiły ślad przy linii na drodze. Cassidy znowu spojrzała w lusterko, we własne oczy. Nigdy nie uciekałaś od walki, Cassidy McKenzie, i na pewno nie będziesz robić tego teraz. Kochała Briga. On kochał ją. Nic nie mogło stanąć im na drodze. Cokolwiek los im zdarzy i jakkolwiek się czują z powodu śmierci Chase’a, mogą przez to przejść. Zapomnieć o przeszłości. Stawić czoło przyszłości. Razem! Radość zagościła w jej sercu. Wróci, zanim Brig się obudzi. A kiedy otworzy oczy, kiedy świt rozjaśni im twarze, powie mu, jak bardzo go kocha. A potem mu to pokaże. Skręciła kierownicę i nacisnęła z całej siły pedał gazu. Jeep zawrócił przechylając się na bok. Jechała do domu. I wtedy zobaczyła pomarańczową łunę na horyzoncie, złote światło, którego nie powinno być o tej porze nocy. Serce w niej zamarło. Na chwilę przestała oddychać. Nie! To niemożliwe! - Proszę, Boże, nie! W głębi duszy wiedziała, że coś się stało, ale nie mogła uwierzyć, że wybuchł następny pożar - w jej domu... O Boże, proszę, tylko nie Brig! - Wyłaź z łóżka, łajdaku! - Trzask ładowanej strzelby przerwał ciszę w pokoju. Cassidy? Gdzie jest Cassidy? Brig podniósł głowę i strach chwycił go za serce. Patrzył w lufę strzelby, którą trzymał Derrick Buchanan. Zaciskał palce na spuście. - Powinienem był to zrobić dawno temu! - O czym ty mówisz? - Brig natychmiast otrzeźwiał. W pokoju było ciepło, ale Briga mroził strach. Widział jedynie lufę strzelby wycelowaną w jego głowę. Nie było przy nim Cassidy. Dzięki Bogu. Chyba że... Chyba że Derrick już ją znalazł. - Wkładaj portki, McKenzie. - Derrick splunął. Jego twarz wykrzywiła się w gwałtownej złości, aż Brig skulił się. Zaschło mu w gardle i z trudem oddychał. Chociaż była noc, w pokoju było dziwnie jasno. I gorąco. Unosił się przejmujący zapach strachu. Gdzie jest pies? Powoli, żeby nie zdenerwować brata Cassidy, Brig założył dżinsy. Cały był spięty, gotowy uchylić się w razie potrzeby. - Gdzie jest Cassidy? Derrick wzruszył ramionami. - Nigdy nie mogłeś połapać się w swoich kobietach, co? - Była tu ze mną. Musi być bezpieczna. Na pewno jest. Strach przenikał go do szpiku kości. - Ale jej nie ma. Nie ma też jeepa. Kochasiu, nie masz kogo zawołać na pomoc. Poczuł ulgę. Jeżeli Cassidy jest bezpieczna, to nic więcej go nie obchodzi. Nic więcej nie ma znaczenia. A wyglądało na to, że Derrick nie kłamie. Nie w takiej chwili. Był pełen nienawiści do Briga. Skłamałby z rozkoszą, że już zrobił jej krzywdę, żeby sprawić mu ból. - A jeżeli chodzi o psa, to albo zeżarł truciznę na szczury, albo Cassidy zabrała go ze sobą, bo też go tu nie ma. Na szczęście dla mnie. Nie cierpię kundli. Brudnych mieszańców. Oczy Derricka zrobiły się ciemniejsze. Brigowi napięły się mięśnie. Chciał chwycić broń i wycelować Derrickowi w łeb, ale był na przegranej pozycji. Derrick strzeliłby do niego pierwszy, więc się powstrzymał i gorączkowo myślał, co robić. Starał się zyskać na czasie. Derrick skinął głową w stronę drzwi i warknął: - Jak to jest pieprzyć się z obiema moimi siostrami? - Jego oczy wąskie jak szparki, patrzyły z furią. - Co? Derrick pomachał bronią w stronę drzwi. Brig zrozumiał że ma wyjść z sypialni. Wyszedł na korytarz z łomoczącym sercem. Czuł, że podniósł mu się poziom adrenaliny. - Może mi powiesz, która była lepsza? Angie czy Cassidy? Zawsze mnie to ciekawiło. Z Cassidy się nie zadawałem. - Zamknij się!
On nie wahał się jej zniszczyć, czemu ona nie miałaby zniszczyć
świadków mężczyzna, który porwał dwunastoletnią dziewczynkę z
chwili! Chciała dorwać go w swe ręce i walić głową bandyty o ścianę,
W jego ramionach czuła się zrelaksowana i bezpieczna,
pośpi sobie z kilka dni. A kiedy się obudzi, świat będzie wyglądał
how to get a personal loan with bad credit

Zatkało ją na moment.

kawał mięsa, niszcząc nerwy i rozrywając naczynia krwionośne.
razem się uda.
otwartych drzwiach, przykładając lufę do głowy człowieka siedzącego
easy to get unitedfinances loan i need a payday loan bbb legit and real deal for usa customers

Jedną z nich była twarz mężczyzny, który wyrwał jej z rąk dziecko.


języków, jakoś udało mu się porozumieć z mieszkanką nieznanej planety. To, czego się od niej dowiedział, zdumiało
- A co? Mam sobie sprawić tiarę i szpilki, zanim mnie w ogóle wpuszczą do Broitenburga?
niedziele handlowe kalendarz 2020

nawilżyć skórę dobrym kremem, zadbać o włosy i o makijaż, zaszaleć

"Nie chcę już pić. Potrzebuję przyjaciela. Przyjedź." - choć pod tymi słowami był bardzo nieczytelny podpis, Mały
Róża na moment stuliła płatki (jak to zwykle czyniła, kiedy zagłębiała się w sobie), a po chwili odrzekła:
znowu zacząć być sobą prawdziwym. I wtedy zrozumiesz, że...
instalacja fotowoltaiczna